Aktualności
Już dzień wcześniej wiedziałem, że będzie źle, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Oczywiście z powodu temperatury. Ale cóż - powiedziało się „a" trzeba powiedzieć „be". Pomimo, że start z zachodnich rubieży Torunia ustalono na godz. 9.00, temperatura wynosiła już o tej porze powyżej 20 stopni. Wraz z upływem czasu wzrosła do około 30 stopni i to niestety już w granicach Bydgoszczy.
Wszystko to spowodowało, że zacząłem ostrożnie, utrzymując tempo ok. 4 min./km. Do połowy dystansu biegłem mniej więcej równo z poźniejszą zwyciężczynią biegu w kategorii Pań - Natalią Lehonkową, półmetek osiągając w czasie 1:23:51. Słaba płeć okazała się jednak znowu silniejsza. Pani Natalia po 25 km przyspieszyła, a ja zacząłem kombinować jak tu w ogóle dobiec do mety. Już od połówki dystans odmierzałem raczej nie kilometrami, ale punktami z wodą. Po 30 km zaczęła się nierówna walka na kilku frontach - z samym sobą, wzrastającą temperaturą, dziurawym asfaltem, pierwszymi sygnałami skurczów mięśni, spalinami stojących w korkach samochodów itd. itp.. Rezultat - nietrudna do przewidzenia porażka - 17 miejsce w generalce z czasem 2:52:06 i 5 miejsce w kategorii M40.
Reasumując - pomimo porażki, zebrałem ciekawe doświadczenie - wiem, że już nigdy więcej nie pobiegnę maratonu w miesiącach zagrożonych podobnymi warunkami. Co do organizacji, logistyki itp. - niestety nie można tu powiedzieć za wiele dobrego. Z relacji wiem, że nie zadbano np. o prawidłowe zaopatrzenie w wodę, szczególnie dla osób biegnących nieco wolniej. Sam pomysł rozgrywania biegu na trasie pomiędzy Toruniem i Bydgoszczą jest bardzo dobry, jednak jego realizacja wymaga większego zaangażowania ze strony organizatorów. Do poziomu organizacyjnego maratonów w Dębnie czy Poznaniu jest tu jeszcze bardzo, bardzo daleko. Z pozytywów - udało mi się dobiec i na pamiątkę została bardzo ładna koszulka - wygląda na trwałą, więc i dzięki niej szybko tego biegu nie zapomnę.
Tomek

Tomek za panią Natalią


Tomek przegrał tylko z tymi na zdjęciu







